Przejdź do głównej zawartości

 

Istnieją dwa typy imprez: takie, na których chcesz się upić i płakać w obliczu przypadkowej osoby, której opowiadasz o swoich byłych chłopakach i wrednej babie z chemii, co to nie chce dać ci piątki z rozszerzenia, zaniżając ci tym samym średnią; oraz takie, na których wrzeszczysz ,,EXPLOOOOSION!!!” przez siedem godzin, tupiąc i tarabaniąc we wszystkie napotkane sprzęty domowe, lożę czy bar obok, bo nie ogarniasz, że utwór dawno się skończył. Kalwi i Remi, ten szlachetny duet polskiej elektroniki, święcił tryumfy już półtora dekady temu; ten sezon zdecydowanie do nich nie należy, podobnie jak do twoich pijackich wybryków, których żałujesz zazwyczaj nazajutrz.


Kwarantanna to może nie czas na takie rozmyślenia. Leki uspokajające obecnie wchodzą nam płynniej, niż tequila z colą (Carlo Rossi- w wersji sztubackiej, gdy nie ma się kasy czasem nawet na ruskacza). Ale czy mamy czego żałować?


No odpowiedzcie sobie sami- duchota, piekielny kac, rozmowy o niczym i wszystkim z ludźmi z różnych światów, niekoniecznie naszych. Zagubienie fizyczne i mentalne na cudzym kwadracie, najczęściej z wizytą u kuzynki-koleżanki-dawnej sąsiadki, która wybyła swego czasu na Erasmusa do Francji i postanowiła po powrocie zapoznać cię ze swoim przyjacielem z Maroka, twierdząc, że świetnie do siebie pasujecie- a szkoda przecież, żeby t a k a  f a j n a   d z i e w c z y n a  i   t a ki   faj n y   c h ł o p a k byli sami.


Czy o takie zgrupowania prolibacyjne walczyliśmy?! (tańczone lub nie, zakreślcie, co tam chcecie)

Nie musi jednak potoczyć się tak źle. Zawsze można trafić na typa, który preferuje taniec ,,na kotleta” i kibicuje określonemu klubowi piłkarskiemu, którego interesy nie licują z twoimi. Robi się nieprzyjemnie już po trzecim obrocie, kiedy to, przyciskana ustawicznie ruchem jednostajnie przyspieszonym do klatki piersiowej partnera, czujesz się uwięziona. On zaraz cię pocałuje- a ty nie pragniesz jego oddechu, nawet gdyby pachniał Elmexem, drogim jak cholera, i mającym przez to w sobie coś z luksusu. Co teraz? You should let me love you? No! Wyswobadzasz się nagle i zdecydowanie (dobra, jeszcze jeden obrót, cyk, i wychodzę z sali bez pożegnania), tak faktycznie robisz. -To cześć!- i znikasz, rozpływasz się w ostrym cieniu mgły.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

 Ten blog miał teraz zejść na tematy miłosnych porażek i typów, którzy niechcący lub chcący zagrodzili moją życiową drogę, ale chyba nic z tego. To sie nie może powieść, bo nie mam świeżego materiału do mojej pisaniny z głębi serca. Po prostu szczęśliwie się zakochałam. Nawet mnie czasem się to zdarza. Jestem zaskoczona chyba bardziej, niż ktokolwiek inny, nawet mocniej niż odbiorcy tego tekstu. Przepraszam zato niefortunne zdarzenie i obiecuje dowieźć, co moje, jak tylko prędko się da. Tym razem już wiem, że ,,nie ma, że się nie da". Ament.
  Albowiem, kto był kiedy uwikłany w trójkąt miłosny, zrozumie, o czym mowa. Z jednej strony masz ogromne możliwości kontaktu z bliską osobą, której partner jest gdzieś tam, hen daleko, prawie nie istnieje; na innej ścianie kraju, kompletnie odmiennym kierunku studiów, który nie licuje z w a s z y m i zawodowymi zainteresowaniami, on przecież się nie liczy- a przecież to jest właśnie najważniejsze, prawda? ***** *** ***** Perspektywa tej drugiej Tyle was łączy, dwie artystyczne, mrukliwe, splecione ze sobą blisko dusze. Spędzacie razem wiele czasu, widujesz go codziennie, swój obiekt westchnień, a on podżega ciebie do jeszcze większego rozpłomienia tkliwości, przyjaźni, rozkoszy oczekiwania, aż wróci z weekendu z nią i zaangażowanego pożądania, które towarzyszy ci stale, ale też niekiedy nachodzi cię nagle, falami, i zdaje się, że nic nie może go już powstrzy...
  Moi drodzy,  chciałabym was bardzo przeprosić za obsuwę czasową w dostarczeniu nowego posta, jednak ostatnie wydarzenia w Polsce i to, że wreszcie udało mi się ruszyć na uczelni z normalnym trybem zajęć, po wcześniejszym zablokowaniu platform internetowych (długo by opowiadać, wiszenie na infolinii przez kilka dni pod rząd i okupowanie telefonów wszystkich pracowników administracyjnych, IT, to raczej opowieść pełna zniechęcenia i znużenia, meh. Wreszcie się udało i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu, że mogę wrócić na studia! :)) sprawiły, że kompletnie o tym zapomniałam. Kiedy już wróciłam z protestu, nie miałam siły pisać. Tyle się działo. Znów jestem rozdarta i nie wiem, po czyjej stronie stoję, dzieci nienarodzonych i tych, którzy załamują ręce nad ich losem, czy z drugiej strony, nad zrozpaczonymi matkami trwale uszkodzonych i niepełnosprawnych od narodzenia istot. Kobiet krzyczących czy kobiet płaczących. Nie wiem i chyba się na razie tej wiedzy nie posiądę; dajmy ...