Przejdź do głównej zawartości
Elegia sierpniowa



Pożółkłe liście zdążyły już opaść.

Artykuły w języku polskim i angielskim, audycje, seriale i kojący głos eterycznej Leighton Meester, spowolnionej jakby, w swojej ospałej komunikacji z przyziemnym światem słuchaczy, przestały mi wystarczyć. Spowodowana przez koronę- królów i ludu- przypadłość zaczęła mi doskwierać, jak nigdy przedtem. Tęsknota za drugim, bynajmniej nieprzypadkowym człowiekiem, w świecie rozbuchanej, żarliwej izolacji. K., P., M., przyjaciółkami wypróbowanymi i zabawnymi, od których brzuch trząsł mi się ze śmiechu, aż doznawałam zakwasów podczas spotkania.

Brakuje mi szczególnie sielskości i pozornej, zaznaczam, pozornej! przaśności mojej niewielkiej parafii rodzinnej. Czy tysiąc osób to niewiele? Trudno mi orzec, jednak przynależałam już do sporo większych kościołów a  żadnym nie spotkałam się z taką specyficzną familiarnością.
Trąbki grają nadobnie i uciążliwie dla niewprawnych uszu parafian bez artystycznego przygotowania w kierunku muzycznym (czytaj: dla mnie). W przykucu, słowiańskim lub nie, na kolanach czy na stojąco, zawsze śmieszy mnie ta pompa i celebra tak samo. Wtem, do trąbki dołącza waltornia (róg), chóry,

Nigdzie nie widziałam tak przedziwnej muzyczności, widowiskowości liturgii, serdecznych, choć skomplikowanych relacji międzyludzkich. Wiele do czynienia miał z tym także charakter mojego umiłowanego proboszcza.
Człowiek, jakich mało- czerwony, jowialny i okrągły,choć prosto-linijny w swych działaniach i intencjach. Rubaszna mądrością przewyższa wszystkich pozostałych znanych mi księży. Niebywale serdeczny, pomógł mi w niejednej sprawie.

Myślę sobie o tym, prokrastynując, i rozrzucając po mieszkaniu kolorowe mazaczki i zakreślacze, które mogłyby mi posłużyć jedynie do podrywania kolesi na Olszy- mitycznej bibliotece prawniczej na UJ, gdzie uczęszczały licznie moje bliskie koleżanki i opowiedziały co nieco o obyczajach romantycznych tam panujących ;) ,,Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie przegadał całego dnia w Olszy"- oczywiście, to już po wyjściu ze sfery ciszy i skupienia.

No i tak spadają; podnoszę, znów krzątając się, i nieumyślnie robiąc bałagan, wokół smętnych, dojmujących elegii Zagajewskiego i Iwaszkiewicza, które z trudem przełykam w tym odosobnieniu. Analiza może jeszcze kwadrans odczekać, teraz siadam nad stawem i planuję skrupulatnie: Bieszczady, wyjazd nad jezioro, pola i lasy przeczesywane ręką, głodną letniej, złocistej pieśni. Nie znoszę sierpniowego poczucia, że pewien okres się zamyka i wracają wspomnienia, ale dla zboża warto to przetrwać. Teraz, niech trwa elegia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

 Ten blog miał teraz zejść na tematy miłosnych porażek i typów, którzy niechcący lub chcący zagrodzili moją życiową drogę, ale chyba nic z tego. To sie nie może powieść, bo nie mam świeżego materiału do mojej pisaniny z głębi serca. Po prostu szczęśliwie się zakochałam. Nawet mnie czasem się to zdarza. Jestem zaskoczona chyba bardziej, niż ktokolwiek inny, nawet mocniej niż odbiorcy tego tekstu. Przepraszam zato niefortunne zdarzenie i obiecuje dowieźć, co moje, jak tylko prędko się da. Tym razem już wiem, że ,,nie ma, że się nie da". Ament.
  Albowiem, kto był kiedy uwikłany w trójkąt miłosny, zrozumie, o czym mowa. Z jednej strony masz ogromne możliwości kontaktu z bliską osobą, której partner jest gdzieś tam, hen daleko, prawie nie istnieje; na innej ścianie kraju, kompletnie odmiennym kierunku studiów, który nie licuje z w a s z y m i zawodowymi zainteresowaniami, on przecież się nie liczy- a przecież to jest właśnie najważniejsze, prawda? ***** *** ***** Perspektywa tej drugiej Tyle was łączy, dwie artystyczne, mrukliwe, splecione ze sobą blisko dusze. Spędzacie razem wiele czasu, widujesz go codziennie, swój obiekt westchnień, a on podżega ciebie do jeszcze większego rozpłomienia tkliwości, przyjaźni, rozkoszy oczekiwania, aż wróci z weekendu z nią i zaangażowanego pożądania, które towarzyszy ci stale, ale też niekiedy nachodzi cię nagle, falami, i zdaje się, że nic nie może go już powstrzy...
  Moi drodzy,  chciałabym was bardzo przeprosić za obsuwę czasową w dostarczeniu nowego posta, jednak ostatnie wydarzenia w Polsce i to, że wreszcie udało mi się ruszyć na uczelni z normalnym trybem zajęć, po wcześniejszym zablokowaniu platform internetowych (długo by opowiadać, wiszenie na infolinii przez kilka dni pod rząd i okupowanie telefonów wszystkich pracowników administracyjnych, IT, to raczej opowieść pełna zniechęcenia i znużenia, meh. Wreszcie się udało i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu, że mogę wrócić na studia! :)) sprawiły, że kompletnie o tym zapomniałam. Kiedy już wróciłam z protestu, nie miałam siły pisać. Tyle się działo. Znów jestem rozdarta i nie wiem, po czyjej stronie stoję, dzieci nienarodzonych i tych, którzy załamują ręce nad ich losem, czy z drugiej strony, nad zrozpaczonymi matkami trwale uszkodzonych i niepełnosprawnych od narodzenia istot. Kobiet krzyczących czy kobiet płaczących. Nie wiem i chyba się na razie tej wiedzy nie posiądę; dajmy ...