Przejdź do głównej zawartości
Śniło mi się, że oddany pod moją opiekę kwiat upadł, cały okrył się żółtymi plamami i niemal umarł. A to chyba ja jestem tą rośliną, która chwieje się i co krok upada.

Dziś będzie dużo refleksji i ciężko, choć pogoda sprzyja dionizyjskim uniesieniom a nie rozpaczliwym rozdarciom wewnętrznym w sukience. Nawet nie miałam ochoty pisać tego posta. Ale uważam, że warto przekazać kilka rzeczy, które walą mnie teraz po móżdżku i szyszynce.

Nawiązując do maksymy znajomego kleryka: Ja nie boję się niczego- tylko biskupa i pająków.- zawsze bałam się dwóch rzeczy-okrucieństwa i egzaltacji. Boję się, żeby nie być męcząca i rozedrgana, przyzwyczajać się do niepokoju, który przez lata był treścią mojego życia. Oto więc skrócony zapis burzliwej dyskusji z moimi znajomymi:

-O wpół do pierwszej [w nocy] leci film, brytyjski, przygodowy. <<Indyjski maharadża...>>.

-Yhm. A o siódmej Msza w telewizji.-odpiera znajoma.

-Słyszysz, Agata? O siódmej Msza- śmiejemy się razem ze znajomym z absurdalności tej sytuacji, maharadży ścierających się z łagiewnickim sanktuarium i relikwiami JPII.

-Nie śmiej się!- atakuje podwyższonym głosem i ciśnieniem rozmowy.- To jest Msza do Bożego Miłosierdzia, z tego dużego kościoła, tam, gdzie była siostra Faustyna i gdzie ty się modliłaś- wskazuje prawą ręką na mnie, wspominając odległe już, emocjonalne często i niechlubne niekiedy czasy zamieszkiwania Miasta Smogu.

-Ale to nie musisz przecież słuchać tej transmisji o siódmej rano- odpieram. W każdym kościele msza jest tak samo wartościowa. Masz różne msze w internecie, po południu, wieczorem.. O różnych porach. Ona nie jest bardziej wartościowa dlatego, że masz tam relikwie albo że odbywa się w Łagiewnikach.

-Ale to jest Msza do Bożego Miłosierdzia, zastanów się, co ty mówisz. Diabeł ci nieźle miesza w głowie. Odbywa się w tobie istny zamęt, walka dobra ze złem.

-Ale, zrozum!!! ty czujesz się tam lepiej pod względem psychologicznym, nie duchowym. Oddziel te dwie sfery: psychiczna i duchowa. ŁASKA jest wszędzie taka sama. Katolicyzm jest wszędzie!- unoszę się, choć tak tych chwil nie lubię i nie lubię siebie w tych momentach.

- Ale Jezus nie krzyczy!- pada ostateczne działo, wytoczone ni z gruchy, ni z pietruchy.

<umarłam z tej argumentacji>

Udało mi się załatwić dwie wizyty u lekarzy, za pośrednictwem telefonicznym; to samo,z receptą online. Bardzo się cieszę, że sprawy pilnie przeniesiono w taki tryb, ale nie odwołano tego, na co tak długo czekałam.

Co z tym kwietniowym ślubem znajomych, na który tak się już cieszyłam? Nie wiem. Mam poczucie, że ostatnio nie wiem NICZEGO, co potęgują tylko ponure rozmyślania M. i doniesienia ze świata... świata plotek i dezinformacji a na pewno nie rzetelnych aktualności, dot. koronawirusa. A poza tym, to ,,Pocztówka z WWA", wiosna 2k20. Smutno trochę, a trochę nie.

Trzymajcie się.

Agata

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

 Ten blog miał teraz zejść na tematy miłosnych porażek i typów, którzy niechcący lub chcący zagrodzili moją życiową drogę, ale chyba nic z tego. To sie nie może powieść, bo nie mam świeżego materiału do mojej pisaniny z głębi serca. Po prostu szczęśliwie się zakochałam. Nawet mnie czasem się to zdarza. Jestem zaskoczona chyba bardziej, niż ktokolwiek inny, nawet mocniej niż odbiorcy tego tekstu. Przepraszam zato niefortunne zdarzenie i obiecuje dowieźć, co moje, jak tylko prędko się da. Tym razem już wiem, że ,,nie ma, że się nie da". Ament.
  Albowiem, kto był kiedy uwikłany w trójkąt miłosny, zrozumie, o czym mowa. Z jednej strony masz ogromne możliwości kontaktu z bliską osobą, której partner jest gdzieś tam, hen daleko, prawie nie istnieje; na innej ścianie kraju, kompletnie odmiennym kierunku studiów, który nie licuje z w a s z y m i zawodowymi zainteresowaniami, on przecież się nie liczy- a przecież to jest właśnie najważniejsze, prawda? ***** *** ***** Perspektywa tej drugiej Tyle was łączy, dwie artystyczne, mrukliwe, splecione ze sobą blisko dusze. Spędzacie razem wiele czasu, widujesz go codziennie, swój obiekt westchnień, a on podżega ciebie do jeszcze większego rozpłomienia tkliwości, przyjaźni, rozkoszy oczekiwania, aż wróci z weekendu z nią i zaangażowanego pożądania, które towarzyszy ci stale, ale też niekiedy nachodzi cię nagle, falami, i zdaje się, że nic nie może go już powstrzy...
  Moi drodzy,  chciałabym was bardzo przeprosić za obsuwę czasową w dostarczeniu nowego posta, jednak ostatnie wydarzenia w Polsce i to, że wreszcie udało mi się ruszyć na uczelni z normalnym trybem zajęć, po wcześniejszym zablokowaniu platform internetowych (długo by opowiadać, wiszenie na infolinii przez kilka dni pod rząd i okupowanie telefonów wszystkich pracowników administracyjnych, IT, to raczej opowieść pełna zniechęcenia i znużenia, meh. Wreszcie się udało i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu, że mogę wrócić na studia! :)) sprawiły, że kompletnie o tym zapomniałam. Kiedy już wróciłam z protestu, nie miałam siły pisać. Tyle się działo. Znów jestem rozdarta i nie wiem, po czyjej stronie stoję, dzieci nienarodzonych i tych, którzy załamują ręce nad ich losem, czy z drugiej strony, nad zrozpaczonymi matkami trwale uszkodzonych i niepełnosprawnych od narodzenia istot. Kobiet krzyczących czy kobiet płaczących. Nie wiem i chyba się na razie tej wiedzy nie posiądę; dajmy ...